Henry Miller – Zwrotnik Raka

Pierwszy raz o książkach Henry’ego Millera usłyszałem kilka lat temu, kiedy oglądałem film Przylądek strachu z Robertem de Niro w roli zwariowanego, ale jednocześnie inteligentnego, bystrego przestępcy, który to prezentował nastoletniej córce swojej ofiary książki z trylogii Różowego ukrzyżowania, kolejno Sexus, Plexus i Nexus. Od tej chwili wiedziałem, że kiedyś będę je czytał. Zbiegiem okoliczności zaczynam jednak debiutancką powieścią, nazwaną znakomitym tytułem Zwrotnik Raka.

Gdzieś przeczytałem, że powieść pierwszy raz wydaną w 1934 roku w Paryżu (być może zachęci kogoś do sięgnięcia po nią fakt, że była zbanowana w Ameryce trzydzieści lat z powodu obsceniczności), autor określił „powieścią dziewiętnastowieczną”, i rzeczywiście charakterologicznie bliższa jest stuleciu poprzedzającemu te, w którym została wydana. Oczywiście ta materia jest wielokrotnie bardziej skomplikowana, do tego stopnia, że pisząc o tej książce, poruszę jedną z dziesięciu rzeczy, która mnie zainteresowała, a zapewne zrozumiałem jedną setną treści całego utworu.

Nota na tylnej okładce mówi, że Henry Miller „postawił sobie ambitny cel: pragnął w niej ująć to, co literatura zazwyczaj przemilcza, stworzyć dzieło, «które wysadzi świat»”. Nie mogę ukryć, że lektura pod tym kątem niesłychanie mnie bawiła, gdyż wydaje mi się, że wiele elementów tego podejścia pojawia się we współczesnym pisaniu. Zatem tematyka: sprawy poruszane to kondycja człowieka, pieniądze, seksualność, znajdowanie swojego głosu jako pisarz, wszystko, co jest absolutnie typowe dla literatury drugiej połowy XX wieku w jakiejś formie pojawia się w ogromnym krzyku Millera.

O ile nie zapomniałem, cała powieść składa się z monologu wewnętrznego, w trakcie którego dzieje się sporo, zarówno w sferze działań podejmowanych przez zabawne aż do głośnego rechotu postaci – kobiece są mocno zredukowane, a męskie to karykatury – oraz stanu ducha narratora. Zacierane i nigdy nieodsłonięte są granice między wspomnieniem, rzeczywistością, wyobrażeniem, wymyśleniem, przeszłością, teraźniejszością. Debiutanckie dzieło promieniuje śmiałością właściwą wiele bardziej doświadczonemu pisarzowi, ale najważniejsze, że czyta się bezwzględnie znakomicie, éclatant. Henry Miller zaspokaja czytelniczy apetyt prawie tak samo dobrze jak Tołstoj albo Dostojewski, filozofuje z najlepszymi, przekracza granicę między człowiekiem a zwierzęciem – z niebytu wskakuje na Olimp.

……. ten wpis mnie przerasta, niech czytelnik uwierzy, że próbowałem pisać tutaj sensownie, ale Zwrotnik Raka mnie wysadza….. Znakomita lektura! (Podpatrzyłem kilka sztuczek u Millera, sorry, Anthony.)

Reklamy