Ze wszystkich książek Marka Hłaski lub jego dotyczących, które miałem okazje przeczytać (w tym całą bibliografię autora), ta, wydana w roku 1998 jest najszczerszym i mimo wszystko najbardziej prostolinijnym opisem zachowań tego gościa.

Z prozy Hłaski wyrosłem ze trzy lata temu i jestem skłonny charakteryzować go jako literaturę młodzieżową, ewentualnie kobiecą (wiecie o co chodzi). Jako cudowne dziecko, naśladowca Hemingwaya oraz pionier nurtu w literaturze polskiej Hłasko nie spisał się dobrze – tak ośmielam się twierdzić po przeczytaniu książki, która streszczenia, opisu ani recenzji nie wymaga, gdyż znajdują się one w tytule.

I kompletnie nie rozumiem, że jakaś amerykańska kobieta mieszkająca na prerii, zapewne w czymś à la dom Forresta Gumpa, wciąż nie chce przekazać naukowcom listów pisarza ani nic powiedzieć na temat, zupełnie jakby wrażenia sprzed czterdziestu pięciu lat były ważniejsze od historii literatury.

Reklamy