Jack Kerouac – The SubterraneansJack Kerouac – The Subterraneans

Powinienem przeczytać tę książkę jeszcze raz, dlatego że ta powieść jest naprawdę gawędą, a mi najlepiej słucha się opowieści, które już wcześniej słyszałem.

Przez prawie równo sto stron Jack Kerouac atakował mnie najbrutalniejszą wersją stylu właściwego pisarzom beat generation – interesujące, że na sam koniec odwołuje się do Finnegans Wake, to chyba takie mrugnięcie okiem do czytelnika, podanie klucza interpretacyjnego – długie na całe strony zdania, dialogi przepełnione slangiem, zresztą nie prowadzone linijka pod linijką, tylko wpuszczone do strumienia narratora, bohaterowie ledwie wprowadzeni i od razu znikający, pędzące połamane rytmy. W tej olbrzymiej paplaninie, rzadko kiedy dzielonej na akapity, zdarzają się bardzo typowe dla Kerouaca zdania, które swoim doskonałym, wybitnie subtelnym, kontrastującym z innymi, ledwie słyszalnym rytmem lśnią wobec substancji powieści. „At first I had doubts, because she was Negro, because she was sloppy”, „Mardou you’ve become much more precious to me since everything what happened”, czy chociażby pierwsze zdanie pierwszego rozdziału, jak zawsze u tego autora bardzo wyraźne: „Once I was young and had so much more orientation and could talk with nervous intelligence about everything and with clarity and without as much literary preambling as this”. Są niepodobne do niczego fragmenty, takie jak ten, kiedy Kerouac-narrator rozkłada słowo po słowie list od swojej kochanki.

Długo, dużo w tej historii jest gadania narratora o głupotach, tak jakby treść książki najpierw nagrał na taśmę, jako dźwięk, i spisywał odsłuchując – stąd gawęda. Nie wiem, szczerze mówiąc, czy gawęda jest gatunkiem endemicznym literatury polskiej, tak czy owak Kerouac stosuje bardzo podobne założenia. Wprawdzie nie zwraca się wprost do słuchaczy, ale czasem, kiedy pisze o sobie ja, szczególnie przy fragmentach dotyczących przebojów jego i Mardou, wyziera z tego ja chęć upomnienia czytelnika: nie czyń tego, co ja uczyniłem. (Tak sprzeczne z filozofią bitników!)

Dopiero pod sam koniec, na mniej niż dziesięć stron, Kerouac porzuca zawiły plan beat i przechodzi do planu dostępnego dla wszystkich, w każdym wieku i obu płci, i wreszcie klarownie wiadomo, co się odbywa. Rozstanie głównego bohatera z jego Mardou jest już pozbawione wszelkiej mistyki, Kerouac jakoś tak sprytnie to napisał, że są tam jej pozory, ale od razu widać, że wcale a wcale mistyki tam nie ma, brak.

Nie sposób nie dostrzec, że w tej powieści, w przeciwieństwie do innych autorstwa tego człowieka, przyroda, czy nawet szerzej, otoczenie, nie odgrywają żadnej roli, są niemal niedostrzegalne. Cała intryga rozgrywa się na płaszczyźnie międzyludzkiej i w samym narratorze. Biorąc pod uwagę również to, że Kerouac eksploruje drugi język niż w innych swoich książkach, można śmiało twierdzić, że The Subterraneans są kontrą lub reperkusją On the Road.

Reklamy